Może jesteście zainteresowane, skąd wzięła się marka Betty Baboo i jak to się stało, że dwie, niezwiązane dotąd z branżą odzieżową dziewczyny, postanowiły podjąć się niebyle jakiego zadania, a mianowicie utworzenia i „rozkręcenia” zupełnie nowego brandu.
Jeśli tak, to z chęcią Wam opowiemy.

Otóż, wszystko zaczęło się od tego, ze nie mogłyśmy znaleźć w sklepach takiej bielizny, jaką same chciałyśmy nosić. To, co nasze polskie sklepy oferują w niespotykanej wręcz liczbie, charakteryzuje się ozdobami, które, delikatnie rzecz ujmując, nie są w naszym guście. Czyli, jeśli macie ochotę założyć na tyłek majtki z koronki, proszę bardzo, wszystkie sklepy takowe posiadają. Jeśli lubicie kokardki i kwiatki, proszę bardzo, również znajdziecie takie w dowolnym sklepie w każdej galerii, sieciówce czy też sklepie on-line. Do tego w szerokiej gamie kolorystycznej i w 5 fasonach, co najmniej. Jeśli lubicie wkładać sobie do pupy sznurek, na pewno także nie będziecie rozczarowane, tzw. stringi są dostępne w tej chwili nawet na bazarku pod blokiem 😉 Ale jeśli przypadkiem jesteście fankami sportowej bielizny z szeroką gumą to właściwie możecie liczyć tylko na jedną firmę dostępną w Polsce stacjonarnie, która nie rozpieszcza dostępnością wzorów i kolorów.

Tak przynajmniej było jeszcze do niedawna i właśnie my, rozczarowane i sfrustrowane brakiem alternatywy, postanowiłyśmy to zmienić.

Możemy Wam zdradzić, ze nie było łatwo. Nasze miasto, Łódź, jest nierozerwalnie kojarzone
z 13115321_10153650889678262_452273172_nprzemysłem tekstylnym (ostatnio też dzięki Bogusiowi Lindzie z menelami, ale pss! ;-)), więc wydawałoby się, że znalezienie szwalni, która podejmie się przeszycia, może trochę nietypowej, ale jednak wciąż damskiej bielizny nie będzie „mission impossible”. A jednak. Zajęło nam naprawdę dużo czasu znalezienie miejsca, w którym odszyto by nasze pierwsze projekty w satysfakcjonujący sposób. Zresztą nie był to koniec problemów ze szwalniami, ale o tym opowiemy przy innej okazji, żeby Was dziś nie zanudzić 😉

Właściwie, każdy z kolejnych etapów związany był z niebagatelną liczbą przeszkód, na pewno wiele spośród Was zna te problemy, dlatego ograniczymy się do opowiedzenia Wam, jak to się stało, że nasza marka nazywa się tak, jak się nazywa.

Wiemy, że nazwa Betty Baboo jest trochę, hmmm, dyskusyjna. No, bo polska firma, to jak to, to powinna być pewnie Zosia Majtocianka albo jakoś inaczej, ambitniej, ale dalej w naszym pięknym, ojczystym języku albo chociaż jak już po inszemu to może coś na poważnie a nie, że Betty Baboo 😉

No może i nie jest to szczyt formy erudyty-lingwisty, ale sorry dziewczyny, siedziałyśmy nad tą nazwą miesiąc i owszem, miałyśmy milion pomysłów, jednak żaden nie był na tyle błyskotliwy i oszałamiający, aby się na niego zdecydować. Ale, od czego są znajomi
i przyjaciele. Mamy takiego jednego, co to wieczorem zasiadł przy butelce czegoś mocniejszego i rano dostałyśmy 20 propozycji  Z czego kilka naprawdę wartych grzechu. Nie macie nawet pojęcia, jakie byłyśmy sfrustrowane faktem, że my tu tyle czasu a on tak po prostu, przy winie, tudzież whisky, machnął tyle fajnych nazw. A ponieważ Betty Baboo od pierwszego przeczytania skradła nasze serca, więc już się nie trudziłyśmy i klamka zapadła. Naszym skromnym zdaniem Betty Baboo łatwo wpada w ucho, jest melodyjna, ma piękne logo a przede wszystkim zarąbiste produkty.  Czego chcieć więcej?

W dniach od 9 do 24 sierpnia Betty Baboo jest na urlopie. Wszystkie zamówienia będą realizowane po 24 sierpnia :-) Zamknij