Rozczarowane brakiem własnej systematyczności w pracy, postanowiłyśmy zrobić „zebranie zarządu” i omówić zadania, które sobie wyznaczyłyśmy do realizacji, a które niekoniecznie jej się doczekały.
W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję związaną z początkami działania naszej firmy. Otóż jakieś 4 lata temu, kiedy Betty Baboo była jeszcze na etapie wstępnych planów, niebagatelna część dnia upływała nam na omawianiu kwestii związanych z rozwinięciem naszej marki. A że lato było piękne, więc często miejscem tych twórczych spotkań były różne urocze knajpiane ogródki, gdzie raczyłyśmy się przepysznym jedzeniem, a i niejednokrotnie bywało że winem. I te spotkania nazywałyśmy właśnie „zebraniami zarządu”. Prawda, że wówczas była to całkiem przyjemna praca? 🙂
Ale wracając do meritum, nasze ostatnie spotkanie pokazało, że niestety z systematycznością nie jest u nas za dobrze. Mówiąc wprost jest całkiem do dupy. A flagowym przykładem na to jest właśnie pisanie bloga.
Wpisy co prawda pojawiają się, niestety nie z taką regularnością o jakiej marzymy, delikatnie mówiąc.
Dlatego, postanowiłyśmy wziąć byka za rogi i od „teraz” zacząć pisać naprawdę, NAPRAWDĘ regularnie.
Zaczęłyśmy od odgrzebania listy tematów na bloga, która powstała jakiś czas temu. I tutaj czekała nas niespodzianka. Oprócz kilkunastu teamatów związanych w sposób oczywisty z Betty Baboo widniała na liście pozycja pt. „Pies”

Hm… „Pies”….taaaa i co autor, czyli my, miał na myśli?
Zabijcie mnie ale nie pamiętam.
Szanowna Druga Połowa również, nic a nic 😀
Jednakowoż, nie da się ukryć, lista istnieje, a na niej PIES jak byk 🙂
Do tego my z nowymi, twardymi postanowieniami nieodkładania niczego na później, więc co tu zrobić?
No cóż, nic innego nie wymyślimy, tylko piszemy o psie zatem 🙂
A jaki pies jest, każdy widzi i wie.
My też wiemy, bo mamy swojego, całkiem dużego a właściwie nie psa tylko sukę, goldenkę, Lunę. Do tego jeszcze, można powiedzieć, pół psa, w domu rodzinnym jednej z nas, gdzie często bywamy to i psa traktujemy jak swojego. Drugi pies jest psem, nie suką i jest jeszcze większy od naszej Luny, niektórzy nawet pytali czy to nie niedźwiedź, otóż nie, jest to owczarek niemiecki, tyle że potężnych rozmiarów bo na niemieckiej (tfu ;-)) karmie chowany 😉 I zwie się Hipis.

Hipis ma rok a Luna 9 lat. Rozumiecie sami, że raczej trudno o porozumienie miedzy starszą, spokojną, zdystansowaną goldenką a zwariowanym, beztroskim, zaczepnym, ważącym ponad 40 kilo wilkiem 🙂
Mówiąc wprost, kiedy Luna i Hipis mają koegzystować w tej samej przestrzeni ogrodowej, dochodzi do jednej wielkiej awantury pomiędzy nachalnym młodziakiem, który w dość natrętny sposób proponuje seniorce zabawę i Lunitą, która w niemniej bezpośredni sposób daje mu do zrozumienia, co o tym pomyśle myśli 😉 Przy czym całe to zamieszanie u Hipisa powoduje co najwyżej zadyszkę, natomiast Lunę po takim maratonie ganiania i zachęcania do zabawy trzeba niemalże reanimować.
No cóż, przynajmniej ani psy ani my nie narzekamy na nudę 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *