Nie tak dawno temu kolejny długi weekend skłonił mnie do kilku refleksji.

Nie od dziś wiadomo, że długie weekendy to nasze bogactwo, skarb narodowy i my Polacy, nie wyobrażamy sobie życia bez tych wszystkich, jakże cudownych, wolnych chwil, spędzanych w gronie rodzinnym, tudzież gronie przyjaciół, tudzież jakimkolwiek gronie.

Długie weekendy zdarzają nam się o różnych porach roku. Jesienią czas długiego weekendu, jeśli taki akurat się trafi, wypełniają nam liczne i tłumne wycieczki na cmentarze. Jest to zjawisko fascynujące mnie niezmiennie od wielu, wielu lat i nadal nie mogę wyjść z podziwu nad jego fenomenem.

Ale nie o tym będę dziś pisać.  Dziś zajmę się PRAWDZIWYM długim weekendem, czyli takim, który wypada w porze wiosennej lub letniej i w związku z tym można do woli rozkoszować się wszystkimi nierozerwalnie związanymi z wypoczynkiem atrybutami.

Po pierwsze i najważniejsze, grill być musi. Jeśli dysponujecie ogrodem, ogródkiem, kawałkiem trawnika a czasami nawet tarasem lub balkonem, to wiadomo, że impreza grillowa na pewno będzie miała miejsce.
Takie spotkanie jest wyjątkowe owocne, po pierwsze, można nadrobić zaległości towarzyskie, co przy naszym ekspresowym trybie życia jest niewątpliwą zaletą. Po drugie i to już nie jest tak optymistyczne, można również nadrobić zaległości żywieniowe. W zasadzie słowo nadrobić nie obrazuje zbyt trafnie tej czynności, sugeruje ono bowiem, że uprzednio musiały występować jakieś niedobory.
Niestety najczęściej o żadnych niedoborach nie może być mowy, a w trakcie wyżej wspominanego grilla konsumpcja przebiega w sposób płynny i niczym nieograniczony. I tu właśnie pojawia się syndrom tzw. „słabej silnej woli”, występujący u nas (tu biję się w piersi, ja i moja Druga Połowa 😉 )w okresie wiosenno-letnim niestety nagminnie 😉
Gdyby jeszcze kusiły nas same grille, to pewnie sytuacja byłaby łatwiejsza do opanowania. Za kiełbasą czy innymi mięsiwami popalonymi solidnie na ruszcie jakoś nie przepadamy, a póki co, to jednak owe składniki cieszą się największą popularnością. ktosia w BWH płąski brzuch
Z mojego doświadczenia wynika, że dużo gorzej wygląda sytuacja podczas długiego weekendu w mieście. Gdzie się człowiek nie ruszy, wszędzie czyhają na niego przytulne knajpki, z czego ponad połowa ma również urocze letnie ogródki, w których można poczuć się prawie jak na wakacjach i powiedźcie same, jak tu nie zasiąść i nie skusić się na pyszne co nie co. Do tego, jako że w weekendy zazwyczaj poruszamy się bez koni mechanicznych, możemy do woli rozkoszować się przeróżnymi cudownymi nektarami z procentami, która to czynność również, jak wiadomo, nie pozostaje bez znaczenia dla formy ciał naszych 😉
A jeśli do tego macie, tak jak my, wśród swoich przyjaciół i rodziny osoby, które z każdej najmniejszej okazji potrafią wyczarować nie byle jakie przyjęcie rozpoczynające się od serii przystawek, poprzez 3 dania główne a kończąc na rozpływającym się w ustach deserze, to naprawdę trudno wyglądać tak 😉

No cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo, najważniejsze to się nie poddawać, podobno walka uszlachetnia…. 😉 Na koniec życzymy Wam udanego weekendu, dajcie znać jak Wasza silna wola 😀

W dniach od 9 do 24 sierpnia Betty Baboo jest na urlopie. Wszystkie zamówienia będą realizowane po 24 sierpnia :-) Zamknij