Jak już zapewne wiecie, lubimy się ruszać, dawać sobie wycisk, dbać o formę i wylewać siódme poty, a wszystko to nie tylko w imię permanentnej walki o zadbaną sylwetkę ale także o stan ducha, bo co tu dużo mówić, nic nie robi tak dobrze na głowę jak wymęczenie ciała, czyli w zdrowym ciele zdrowy duch, czy jakoś tak 😉

Trochę pisałyśmy o naszych przygodach z bieganiem i o tym, że bieganie to najlepszy, najtańszy, najbardziej uniwersalny, dostępny zawsze i wszędzie antydepresant, środek antycellulitowy i odchudzający w jednym 😉 Nie ma 2 zdań, jeśli tylko ktosia chce, to naprawdę nie ma możliwości, żeby nie móc biegać. Wystarczą tylko dobre buty i chęci, a reszta, czyli wszystkie kosmiczne gadżety są przydatnym, ale jednak tylko i wyłącznie, dodatkiem.

Trochę inaczej wyglada kwestia zajęć fitness. Tutaj już nie jest tak prosto. Z moich obserwacji wynika, że przybywające, jak grzyby po deszcu kluby, wprowadzają specjalne systemy rezerwacji, czyli musimy dużo wcześniej wiedzieć, na jakie zajęcia i o której godzinie będziemy mogły przyjść, a jeśli nasze plany ulegną nagłej zmianie, trzeba taka rezerwację odwołać, co nie zawsze, zwłaszcza w ostatniej chwili, jest możliwe.

Zakładamy jednak, że szczęśliwie nic nie stanie na drodze do wykonania planu w postaci dziennej dawki ruchu, uda nam się dotrzeć do fitness klubu bez wcześniejszych atrakcji typu „przedłużające się spotkanie służbowe”, „chore dziecko”, „chory pies” itp.
Wchodzimy na salę i możemy przystępować do zajęć, ale zaraz, zaraz, chwileczkę, czy przypadkiem nie pomyliłam zajęć? Jak to możliwe, że na zajęciach fitness, gdzie podobno mamy się ściochrać, spocić i porządnie wymęczyć stoi obok mnie dziewczyna w makijażu, jaki ja funduję sobie wychodząc na wieczorną imprezę? Cudownie pomalowane oko i kolorowa pomadka na ustach, hello o co chodzi? No właśnie…
Otóż, chodząc na zajęcia przez te kilkanaście lat, zauważyłam, że przychodzące na nie dziewczyny można podzielić na kilka grup.

Faszjonistki”

To właśnie te dziewczyny zawsze wyglądają na zajęciach tak, że mówiąc kolokwialnie, szczęka opada. No tak, przyznaję się, ja też czasem ćwiczę w makijażu… zwłaszcza jeśli nie jadę bezpośrednio z domu, naturalnym jest, że coś na mojej twarzy znajduje. Jednak nie do końca rozumiem ideę makijażu wieczorowego w trakcie ćwiczeń, lub poprawiania makijażu pomiędzy jedną a drugą godziną zajęć. Tak, naprawdę byłam ostatnio świadkiem, jak jedna z fitnessgirls czekając na kolejne zajęcia malowała sobie usta 🙂 Bynajmniej nie pomadką nawilżającą 😉
Nie chcę tutaj oceniać i mówić, że to źle, fatalnie, głupio etc…mnie to po prostu dziwi.
Natomiast jeśli im jest tak wygodnie to, no cóż, pozostaje tylko pozazdrościć konsekwencji i samozaparcia.

To moje miejsce”

Niektóre z dziewczyn przychodzących na zajęcia mają swoje ulubione miejsca do ćwiczeń. Jedne wolą z prawej i z przodu, drugie z lewej i trochę z tyłu, jeszcze inne jak najbliżej prowadzącego, prowadzącej. No cóż, nie ukrywam, sama też mam swoje ulubione miejsce i lubię ćwiczyć właśnie tam. Jednak sala fitness nie jest moją prywatną salą (jeszcze he he) i kiedy przyjdę chwile później, lub ktoś inny stanie na „moim” miejscu nie proszę go o to, żeby się przesunął, w końcu jest jeszcze pół sali wolnej i chyba nic mi się nie stanie, jeśli czasem będę w innym miejscu. Serio, ostatnio podeszła do mnie i mojej znajomej dziewczyna, pytając, czy byśmy nie mogły się trochę przesunąć bo ona by chciała tu, przy lustrze najlepiej i 1,5 m od prowadzącego a do tego pod odpowiednim katem do ściany. Oczywiście za nami pól sali wolnej ale nie, trzeba poprzestawiać wszystkich, żeby ona była usatysfakcjonowana… ratunkuuuu 😉

Nadpopudliwa”

Byłyście kiedyś na zajęciach, gdzie prowadzący nie mogł się w pełni wykazać, bo był przekrzykiwany przez jedną z uczestniczek?
Ja byłam nie raz 🙂 Było śmiesznie 🙂 Właściwie pozostaje tylko pozazdrościć energii, chociaż czasem nie wiadomo na kim się skupiać, na trenerze, czy na gwieździe drugiego planu.13823618_10153831881193262_1988692950_n

Nieśmiała”

Czyli przeciwieństwo nadpobudliwej, to takie dziewczyny, które przychodzą na zajęcia i zajmują jak najmniej widoczne miejsca, jak najbardziej z tyłu, w rogu, tam gdzie najmniej będą rzucały się w oczy. Zazwyczaj dotyczy to 95% zaczynających ćwiczyć, później na szczęście oswajają się przestają chować po kątach 😉

Nóż cóż, jest jeszcze cała nudna, nie wyróżniająca się niczym szczególnym reszta uczestniczek, ale na tym zakończę moje dzisiejsze dywagacje, które, jak na pewno wiecie, trzeba czytać z przymrużeniem oka.
Bo to, jak która z nas wygląda czy zachowuje się na fitnessie, to naprawdę kwestia drugorzędna. Najważniejsze, że coraz więcej osób, młodych i trochę starszych, kobiet i mężczyzn, szczupłych i tych szczupłych inaczej, spotyka się, żeby przez godzinę-dwie powalczyć ze swoimi słabościami, pokazać sobie, że stać je na więcej i przesunąć kolejną granicę.
#Nevergiveup! 🙂 Amen

 

P.S. Na zdjęciach Dorota i Paula

 

 

W dniach od 9 do 24 sierpnia Betty Baboo jest na urlopie. Wszystkie zamówienia będą realizowane po 24 sierpnia :-) Zamknij