Wyjazdy te małe i duże…

Jestem fanką październikowo-listopadowych wyjazdów w ciepłe miejsca.
W sumie powinnam powiedzieć, że jestem fanką wyjazdów w ogóle, jednak faktycznie te jesienne mają dla mnie szczególne znaczenie.
Po prostu moim skromnym zdaniem, nic nie daje takiego kopa i sił na przetrwanie jesiennej, polskiej szarugi jak naładowanie głowy słońcem, wymoczenie ciała w ciepłym morzu i naćpanie się witaminą D, totalnie bez umiaru 😉

Jakie miejsca na wyjazdy preferuję? Tanie, he he 🙂
Poważnie!
Zazwyczaj te skradnięte jesieni chwile są już kolejnymi wakacjami w roku, dlatego uważam, że nie ma co przesadzać z budżetem na kolejny wyjazd. Jeśli m
ówimy o wrześniu lub początku października, to tutaj sprawdza się stara, dobra Europa (ostatnio dwa razy do roku eksplorujemy Kretę), a jeśli listopad, to już zostają dalsze wypady, choć tu mam problem z niektórymi znajomymi, którzy nie chcą jeździć nigdzie dalej, niż do Hiszpanii i Grecji (Kate!!! 😉 )
Oczywiście miejscem docelowym mógłby być Meksyk, Mauritius lub Zanzibar, tylko wtedy taki wyjazd ma niewiele wsp
ólnego z taniością…

Wracając do tematu wakacji w ogóle, ten rok był dla nas wyjątkowo łaskawy i obfitujący w różne wyjazdy. Zdarzył nam się również, uwaga, spontaniczny wypad pod namiot! Należy tu wspomnieć, że ja pod namiotem ostatni raz byłam jakieś dwadzieścia lat temu i nie do końca wiedziałam, czego się można spodziewać 😀


No cóż, na krótką metę okazało się być to bardzo ciekawym przeżyciem.


Zachwyciło mnie samo miejsce-camping w bardzo kameralnej miejscowości nad polskim morzem. Nie wiem, czy przyjeżdżają tam specjalnie wyselekcjonowani ludzie(samą miejscowość znam, gdyż byłam tam kilka razy wcześniej, tylko nie na campingu) ale faktycznie nie uświadczy się tam leżenia w tłumie na plaży na kapslach i petach, głośnego nawalania muzy, dyskoteki i stoisk z plastikowym badziewiem, za to w campingowych łazienkach można spokojnie zostawić I-phona na godzinkę, żeby się trochę podładował i iść sobie poleżeć na kocyku…nie do pomyślenia w codziennym, miejskim życiu, prawda? 😉

Trochę mniej entuzjazmu wywołał u mnie prysznic płatny złotówkę za minutę i brak ciepłej wody w umywalkach ale uznałam to za ciekawe i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie.
Również spanie na karimatach jakoś nieszczególnie mnie zachwyciło, bo co tu dużo mówić, twardo jak cholera i kości bolą po takiej nocy i tyłek i wszystko..

Po powrocie, zachęcona moim początkowym entuzjazmem druga połowa, chciała wykupić pół Decathlona i dożywotni plac na polu namiotowym(ile my zaoszczędzimy kasy na takich wakacjach!! 😉 ) ale wiecie co, chyba nie jestem gotowa na rezygnację z cywilizacji i odrobiny luksusu…..
Choć oczywiście, tydzień w głuszy to bardzo przyjemne i odstresowujące doświadczenie, pod jednym warunkiem, nie zdarza się zbyt często 😀

A Wy? Macie jakieś swoje ukochane miejsca na wakacje? Rytuały z którymi trudno Wam się rozstać pomimo mijających lat? Dziewczyńskie wyjazdy? Dajcie znać w komentarzach, będzie nam bardzo miło 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *